Wyniki wyszukiwania dla słów: sanatoria Lądek Zdrój

| Akurat moje wrażenia były odwrotne, bo gdy jeździłem frekwencja bywała


spora. Interesuje mnie coś innego, dlaczego władze Lądka Zdroju i Stronia
(Czarna Góra!) nie walczą o jak najszybsze przywrócenie połączenia???
Niezależnie od przepięknej architektury obu dworców (w ogóle dworce Kotliny
Kłodzkiej to osobny rozdział) połączenie to (brak jego uważam za skandal)
znakomicie może stymulować różne formy turystyki, no i at last but not at least
zakłady sanatoryjne w Lądku, który przecież lecznictwem sanatoryjnym stoi.
Przyjeżdżają tam masy Niemców i innych obcokrajowców, którzy z przyjemnością
drogą żelazną a nie marnym PKS-owskim kursem (komfort i czas jazdy autobusów są
naprawdę żenujące) by do Lądka z Kłodzka podjechali.
Co robią obaj burmistrzowie? Na co czekają? Moim zdaniem połączenie to nadaje
się wprost idealnie co najmniej na autobus szynowy. W materii reaktywacji tej
linii oferuję moje całkowite poparcie.

                                                      Roman Dziergwa



Fils, główny nacisk w tym wątku kładę na promieniowanie jonizujące i zjawisko hormezy radiacyjnej. Chodzi mi o to, czy zastosowanie promieniowania jonizującego zapobiegnie konieczności stosowania komórek macierzystych do naprawy uszkodzonych chromosomów i DNA.

Odpowiednia dawka promieniowania potrafi cofać szkodliwe zmiany, w końcu jest to promieniowanie przenikliwe np. gamma. Skoro można niszczyć komórki nowotworowe to można teoretycznie naprawiać inne komórki np. naprawiać uszkodzone chromosomy i w ten sposób cofać szkodliwe zmiany genetyczne czy choroby dziedziczne.

Do dyspozycji jest przykładowo :promieniowanie X i gamma, elektrony, protony i neutrony.
Jakie są szanse wykorzystania tej metody dzisiaj ?

Offtopic: Sanatorium w Lądku Zdroju wykorzystuje wody radoczynne (radon) w leczeniu m.in. chorób narządów ruchu i nie tylko tych.

To teraz coś, żeby rozwiązać "problem z chodzeniem"
Ludzie, wczoraj dostałem list, a tam... skierowanie do sanatorium. Niby powinienem się cieszyć. Tyle że do Lądka-Zdroju i już od 15 lutego... Nie dają mi szansy na zastanowienie się. Tym bardziej, że staram się o miejsce tam od blisko półtora roku i zaznaczyłem, że na okres wiosenno-letnio-jesienny. A to przecież ok. 450 km od Skarżyska, jeszcze warunki drogowe Straszne komplikacje towarzyszą mi w staraniach o ten Lądek. Najpierw kazali stawić się na jakieś jednodniowe konsultacje (lekarskie, chyba ) , potem przyjęcie przeciągało się, bo mieli nieoczekiwany remont szpitala, później zwyczajna kolejka obowiązywała, a teraz ten wczorajszy dowcip... Czy oni nie biorą pod uwagę tego, że mają doczynienia z człowiekiem chorym, u którego ze wszystkim jest trudniej, ciężej. Chyba dam sobie spokój z tym Lądkiem, łatwiej będzie dostać się do Londynu...

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

Jurek na minionego sylwestra to ja nie mam przepisu, Ale na przyszły to bym miał. Dowiedziałem się parę lat temu w sanatorium w Lądku Zdroju . Takie kuracje typu ‘’po sylwestrowego’’były częste, bo do granicy było blisko a duża flacha spirytusu kosztowała 30 zeta. Pewnego dnia podszedł do nas starszy pan i powiedział nam żeby się nie męczyć na drugi dzień to najlepiej dobrze zagryzać.Wszyscy pootwierali gęby bo chcieli się dowiedzieć co to za cudowna zagrycha, a starszy pan ze spokojem powiedział że najlepiej zagryzać rozumem!!!!! Hahaha

Pozdrawiam serdecznie


Czesc witam was wszystkich! Najserdeczniejsze zyczenia w nadchodzacym Nowym 2006 Roku. z Camp Echo.
Mam kilka pytan do osob ktore przebywaly w 23 WSzUR w Ladku Zdroju, szczegolnie z rodzinami. Obecnie z kolega pelnimy jeszcze sluzbe w V zmianie i interesuje nas pobyt w tym sanatorium. Czyli jakie tam sa warunki itp. itd. Czyli wszystko co mozecie na ten temat powiedziec. Bedziemy bardzo wdzieczni za kazda informacje moj adres to hillbear@op.pl. Z zolnierskim pozdrowieniem i do zobaczenia w Nowym 2006 Roku.

Witam Panów.
Dla powracajacych z misji i zainteresowanych pobytem w senatorium podaje namiary na wszystkie dostępne w tym roku:
20 Wojskowy Szpital Uzdrowiskowo-Rehabilitacyjny 33-380 Krynica ul.Świdzińskiego 4
http://www.sanatorium-wojskowe.krynica.sacz.pl/o_nas.htm
21 Wojskowy Szpital Uzdrowiskowo-Rehabilitacyjny 28-100 Bysko-Zdrój ul.Rzewuskiego 8 http://www.sanatoria.com.pl/busko/wojskowy/
22 Wojskowy Szpital Uzdrowiskowo-Rehabilitacyjny87-720Ciechocinek ul.Mickiewicza16
http://www.sanatorium-wojskowe.ciechocinek.pl/
23 Wojskowy Szpital Uzdrowiskowo-Rehabilitacyjny 57-540 Lądek-Zdrój pl.Mariański7/8
http://www.23wszur.pl/sanatorium.htm

[ Dodano: Sro 15 Lut, 2006 ]

Witam wszystkich,
jestem obecnie na VI zmianie w Iraku i po powrocie planuje udac sie do sanatorium (zapewne bedzie to Ladek Zdroj). Mam pytanie do wszystkich, ktorzy maja za soba pobyt w tym sanatorium. Czy istnieje mozliwosc wyjazdu z pieskiem? Wiem, ze na terenie sanatorium nie mozna miec pupila, ale slyszalem takze o opcji zamieszkania w ktoryms z okolicznych pensjonatow na tych samych warunkach, co w osrodku. Wtedy zalezy to podobno juz tylko od wlasciciela... Czy to prawda? Ma ktos moze jakies namiary na tego rodzaju miejsca? Z gory dziekuje i pozdrawiam wszystkich misjonarzy.

w chwili obecnej juz nieprzysluguje urlop w ramach wypoczynku w sanatorium wypoczywasz wramach swojego urlopu...


Skąd masz taką informację? Proszę o konkretne rozporządzenie lub inną decyzję prawnie wiążącą lub miejsce gdzie taką informację mogę znaleźć. (rozkaz, decyzję lub nr. tel. gdzie ktoś potrafiłby odpowiedzieć na to pytanie)

Niedługo wracam z misji i chciałbym wyjechać z rodziną do Lądka Zdroju a taka informacja poważnie komplikuje moje plany.

Pozdrawiam z Camp Echo.

z mojego podwórka powiem że nam prawnik jeszcze w Iraku przekazał że należą nam się 2 turnusy sanatoryjne w ciagu 3 lat.

czas spędzony w sanatorium jest w ramach zwolnienia lekarskiego!!!! na 2 tyg dostaje się normalne L4. Tak mi przekazał lekarz w jednostce.

sam wybieram się w lipcu z rodzinką do Lądka Zdroju

Odświeżam temat
Szpitale Uzdrowiskowo-Rehabilitacyjne
Wojskowy Szpital Uzdrowiskowo-Rehabilitacyjny
33-380 KRYNICA
ul. Świdzińskiego 4
Komendant: płk Romuald LIPSKI
tel. centrala: 0-18 (4)14-62-11 tel. komendant: (4)14-62-50
leczenie chorób układu pokarmowego, moczowego i ruchu

Wojskowy Szpital Uzdrowiskowo-Rehabilitacyjny
28-100 BUSKO-ZDRÓJ
ul. Rzewuskiego 8
Komendant: płk dr n.med. Bernard SOLECKI
tel. centrala: 0-41 378-24-17 CA MON 17-59-00 komendant: CA MON 17-52-20
leczenie chorób narządu ruchu

Wojskowy Szpital Uzdrowiskowo-Rehabilitacyjny
87-720 CIECHOCINEK
ul. Mickiewicza 161
Komendant: płk Ireneusz LELWIC
tel. centrala: 0-54 283-32-11
e-mail: office@sanatorium-wojsko-we.ciechocinek.pl
leczenie chorób serca, układu ruchu,układu oddechowego

Wojskowy Szpital Uzdrowiskowo-Rehabilitacyjny
57-540 LĄDEK-ZDRÓJ
pl. Mariański 7/8
Komendant: ppłk lek. Jan SOSNOWSKI
tel. centrala: 0-74 811-72-00 tel. komendant: 811-72-19 e-mail: sanwo@wp.pl
leczenie chorób narządów ruchu, reumatycznych, neurologicznych

Wojskowy Szpital Uzdrowiskowo-Rehabilitacyjny
57-350 KUDOWA-ZDRÓJ
ul. Zdrojowa 34
Komendant: płk Zbigniew GÓRECKI
tel. centrala: 0-74 866-14-04
CA MON 65-15-09
e-mail: poczta@24wszu-r.kudowa
leczenie chorób przemiany materii, serca


Proszę o wrażenia i opinie osoby, które przebywały w sanatorium w Busku-Zdroju lub Krynicy.

12-17 lipca 2004 będę mięć przyjemność prowadzić warsztaty tańca irlandzkiego dla początkujących i zaawansowanych
Szczegółowy plan Lądeckiego Lata Baletowego można uzyskać w Studiu Sztuki Tańca "Abakurs" pod nr telefonu (22) 652-03-31 lub milowo abakurs@abakurs.com.pl
W programie tańców irlandzkich będą zarówno tańce solowe , figurowe i ceili.
Koszt za warsztaty to 180 zł.
Przyjazd i zakwaterowanie na koszt własny. Biuro LLB dysponuje kwaterami w cenach już od 15 zł za dobę ( pokoje 2-3 osobowe z łazienka 25-35 zł/ doba). Moza sobie wykupić śniadania, obiady ,kolacje – za 20-25 zł dziennie.
Lądek Zdrój to miejscowość wypoczynkowa pięknie położona ( pomiędzy Wrocławiem a Kłodzkiem) są również sanatoria i ujęcia wody zdrojowej.

A się też nudzę. Od przedwczoraj założyłyśmy internet, więc sobie wlazłam na to foruuum. Wczoraj odwoziłam drugą połowę do sanatorium, aż na Dolny śląsk. Wróciłam skonana, bo pomyliłam drogi i pojechałam na Lądek Zdrój. Potem ponad godzinę pomykałam krętą drogą górską na Złoty Stok. Pięknie było, jesiennie, tylko paliwa poszło w cholerę.
Będę robić kotlety mielone.... Właściwie to mi się nie chce, psineczka dostała a ja .. a mnie nie smakuje bez mojej drugiej połowy. Jak ja wytrzymam dwa tygodnie?
Jednak fatalny standard mają w tych "uzdrowiskach kłodzkich". Dwie godziny się wykłócałam o lepszy pokój dla Połowicy. Panienka z okienka uległa, gdy postraszyłam ją dyrektorem.
Pewnie ją też mobbinguje..

Bo w przyszłym tygodniu ja wyjeżdżam do SANATORIUM DO KOŁOBRZEGU!!!!
Tak mi się tam spodobało, że już mnie swędzi, żeby znów zobaczyć nasze polskie morze.


ooo Tereniu to pozdrów wszystkie foczki ))

a jak chcesz spotkać jakiegoś przystojniaka to polecam Ci(a raczej moja mama) pojechać do Lądka zdroju - nie wiem jak teraz tam jest ale kilka lat temu, jak była tam moja mama to się dopiero działo. Mama mówiła, że raczej chorzy to tam nie przyjeżdżają - blisko jest granica, więc po południami odbywały się wycieczki krajoznawcze a potem imprezy w sanatorium
Tata jak pojechał po mamę też niezłe historie opowiadał. Był tam kilka dni, i chodzili sobie z mama na wycieczki, a "kurnacjuszki" do mamy mówiły: Ale sobie Pani przygruchała młodzieniaszka.
Mama im na to: ale skąd to mój mąż
A one: Kochana z mężem to się tak za rękę nie chodzi.

To był pierwszy wyjazd mamy do sanatorium i zauważyła, że niektóre kobitki to takie kreacje jak na sylwestra przywoziły i na "fajfach szalały"
Jak potem pojechała do Buska Zdroju to powiedziała, ze tam dopiero widać chorych nie to co w Lądku. ale w tym Lądku to podobno romansy kwitły na 102

Witam wszystkich bardzo serdecznie po dłuższej przerwie. Byłam w sanatorium w Lądku Zdroju 3 tygodnie.
Lądek przywitał mnie 19.lutego prawdziwą zimą i kuligiem.







Wyjeżdżając 11.marca większość śniegu zniknęła,a wyciąg narciarski miał zaprzestać działalności (fotka z 8.marca).



Dzisiaj natomiast o 12:45 naszego czasu Słońce osiągnęło Punkt Barana i rozpoczęła się astronomiczna wiosna. Przed nami pierwsza wiosenna sobota i niedziela,a już jutro wiosna kalendarzowa.
U mnie ostatnie 3-dni słoneczne,chociaż wietrzne przy temp. 8°C.
Drzewa i krzewy nieśmiało dostają pąki,chociaż można je było dojrzeć na niektórych już w lutym podczas ciepłych dni.Teraz tylko czas na wyższą temp. aby to wszystko mogło się zazielenić.O ile nie zmarzło.
No to oby do wiosny.

Witam ciepelko wszystkich

Halinko ,dlaczego decyzji nie dali Tobie od reki ja dostalam za jakies pol godziny ,no ale moze znowu przepisy sie zmienily,zycze Tobie duzo zdrowka i oby orzeczenie wypadlo na Twoja korzysc

Nasza Marylka stracila Tescia ,jutro w godzinach popoludniowych jest pogrzeb ,przyjmij Maryla ,prosze
wyrazy wspolczucia.

Jutro jade do Zielonej do Funduszu pozalatwiac sprawy zwiazane z karta EKUZ oraz zaznaczyc ,zeby dali mi sanatorium w Ladku a nie do innej miejscowosci ,gdyz w Ladku zdroju sa odpowiednie wody mineralne ,leczace choroby kregoslupa .W przyszla srode wyjezdzam do Niemiec ,zastapic kolezanke i wroce dopiero w polowie stycznia .Smutno mi ,ze nie bede na Swieta w domu ale czasem w zyciu tak jest ,ze "niestety cos ,za cos "

Pozdrawiam serdecznie ,spokojnej nocki ,pa Christinka

Witam

Wnuczek nie bój się że przytyjesz wypij kielicha

sokoz . Mnie słoninka wędzona też bardzo smakuje . Gdy bylem w sanatorium w Lądku Zdroju parę lat temu to kolega Kazik podpowiedział mi że słoninka wędzona i czosnek z własnego ogrodu to najlepszy lek przeciw grypie . Myślę że skutkuje od tamtego czasu nie bylem przeziębiony ani chory na grypę .

Pozdrawiam

Czy byliście kiedyś na tzw. urlopie zdrowotnym ? Czy kąpaliście się w borowinie, piliście wody szczawiowe ? Osobiście miałem takie szczęście, że nie musiałem na dłużej gościć w sanatorium. Owszem, odwiedziłem większość (Zakopane, piękną Polanicę z fontannami, Lądek), ale najbardziej zapadły mi w pamięć uzdrowiska nad Popradem - Żegiestów (tak Never, ty tam będziesz cfaniaczku), Muszyna, Piwniczna i Krynica. W Krynicy, pamiętam, piłem wodę Zuber Wiecie, co to jest za zacny trunek ? ? Piłem także "Zdrój Jana".. a raczej tylko powąchałem Także naprawdę czuć inne powietrze w Ciechocinku - cóż, tężnie robią wrażenie. Zapomniałbym jeszcze o Szczawnicy A teraz pochwalcie się Wy. Byliście kiedyś w uzdrowisku ? Byliście najprawdziwszą wodę mineralną ? A może ktoś z Was mieszka w kurorcie ? Piszcie *

*można także pisać o uzdrowiskach zagranicznych

Rewelacyjna miejscowość, przepięknie usytuowana, naprawdę masa ciekawych miejsc. Zresztą tak jak widać na fotografiach. Miejscowość znana raczej z uzdrowisk i innego typu sanatoriów lecz atrakcyjna także dla "normalnych" turystów. Jeżeli ktoś nie wie gdzie jechać Lądek należy wziąć pod uwagę.

Ja gdy byłam w sanatorium to miałam szczęście,że byłam w pokoju z niepijącą panią.Unikałam wypadów do kawiarni i wieczorków zakrapianych alkoholem(choć w sanatorium obowiązuje prohibicja dla wszystkich).Byłam w Lądku Zdrój i nawet tam znalazłam grupę aa.Pozatym byłam normalnym pacjentem.Aha!Istotną dla mnie sprawą było zabranie z sobą 24 godzin.

Kasiu nie chcę Cię straszyć, ale u nas to się skończyło w ubiegłym roku
Pierwszy rok w przedszkolu był koszmarem, kolejne 2 niewiele lepsze, ostatni - bardzo dobry.
W tym pierwszym roku braliśmy Bioaron C, potem szczepionkę uodparniającą doustną, której nazwy nie pamiętam, zupełnie bez sensu, Esberitox też, byliśmy miesiąc w sanatorium w Rabce - pomogło nam obojgu (Danielowi i mnie), ale nie na tyle, że było OK. Rabkę powtórzyliśmy po pół roku latem, potem znowu w zimie Lądek Zdrój, ale krótko.
Wcześniej Daniel prawie w ogóle nie chorował. Ja myślę, że u niego to była po prostu kwestia niedojrzałości układu odpornościowego i już. I żadne środki nie pomagały. A nie myśleliście o jakiejś niani - wiem z wątku przedszkolnego, że nie chcecie go zostawić z babcią, co doskonale rzoumiem. Może jeszcze rok go potrzymać w domu? Widzę, że w naszym przypadku tak właśnie powinniśmy chyba zrobić, tylko że trochę się zraziliśmy do naszej niani i Daniel bardzo chciał chodzic do przedszkola.


Lądek Zdrój ,,Sanatorium" Urszula - pokoiki z łazienką malutkie, wyposażenie stara kojka, stolik, krzesło, gdzieniegdzie czajnik bezprzewodowy. Przez połowę pobytu zepsuty odbiornik TV w świetlicy. Możliwość wypożyczenia małego TV w cenie 50 zł za 21 dni jednak są tylko trzy na dwadzieścia parę pokoi. za gospodarność.
Jedzenie dobre, zabiegi OK, jedyna porażka to tzw. natrysk (coś w rodzaju bicza szkockiego tylko pacjent polewany ciepłą wodą z jednej rury, ciśnienie jak w zdechłym wężu ogrodowym, polewanie trwa po kilka machnięć strumieniem wodnym na przód, tył i boki ciała).
Personel, prócz administracyjnego, miły.
Badanie lekarskie po przyjeździe bez słów, trwające ze dwie minuty, polega na zapisaniu zabiegów, na koniec czas skrócony do słów: jak się Pan/Pani czuje?
Widoczny brak gospodarza

Tak wygląda część Lądka

Pierwszy opad śniegu ale po dobie sam się rozpuścił . Przecież do sanatorium jeżdżą ludzie tylko zdrowi, bez kul, lasek, słowem, sprawni Po co jeszcze uprzątać śnieg?

Według słów kuracjuszy, w sanatorium wojskowym porcje głodowe.

W sumie jednak nie żałuję.

Na stronie Inspektoratu Wojskowej Służby Zdrowia można znaleźć następujące szpitale uzdrowiskowe:

20 WOJSKOWY SZPITAL UZDROWISKOWO-REHABILITACYJNY KRYNICA ZDRÓJ
www.sanatorium-wojskowe.pl
21 WOJSKOWY SZPITAL UZDROWISKOWY BUSKO-ZDRÓJ
www.21wszur.pl
22 WOJSKOWY SZPITAL UZDROWISKOWY CIECHOCINEK
www.sanatorium-wojskowe.ciechocinek.pl
23 WOJSKOWY SZPITAL UZDROWISKOWO-REHABILITACYJNY LĄDEK ZDRÓJ
www.23wszur.pl
24 WOJSKOWY SZPITAL UZDROWISKOWO-REHABILITACYJNY KUDOWA ZDRÓJ
www.24wszu-r.kudowa.kki.pl/

Ale ile tam wojska, tego już nie wiem

co do wypoczynku- nie jest tani tylko darmowy wlasnie wrocilem bylem w Ladku Zdrój MON pokrywa koszt zakwaterowania i wszystkich zabiegow (na poczatku wybiera sie z listy te ktore Cie interesuja) osoba towarzyszaca placi 45 zl/doba ale za wybrane zabiegi placi..szczegoly co do kosztow zabiegow dla os. tow. mozesz znalezc na ulotkach z zsanatoriow ktore powinny byc u lekarza jednostki macierzystej. skierowanie tez wystawia lekarz jednostki i wbrew plotkom wyjazd do sanatorium nie ma wplywu na dalsza sluzbe zawodowa, i nie zmienia kategorii zdrowia, nie liczy sie do urlopu, jest traktowany jako L4

Witam,

mam taką prośbę, wybieram sie w najbliższym czasie do Lądka-Zdrój do Sanatorium "JAN", które znajduje się przy ul. Paderwskiego 7. Szukam w internecie jakiś jakiś informacji na temat tego ośrodka, ale przyznam że jest z tym maly problem, nie ma nigdzie większego opisu, ani tym bardziej zdjęć.

Mam zatem pytanie czy można prosić o jakieś namiary (materiały / zdjęcia), które można znaleźć gdzieś w internecie?
Nie chciałbym jechać zupełnie w ciemno więc będę bardzo wdzięczny za pomoc

Pozdrawiam

Witaj Maciek!!!
Ja podobnie jak Ty pracuje i nie zamierzam przestawac. Prace przerwalem tylko na 5 tygodnii. Po orzeczenie jeszcze nie bylem. Boje sie, ze zabronia mi pracowac. Pozdrawiam Cie

[ Dodano: 2007-06-15, 10:21 ]
Pozdrawiam serdecznie Klodzko. Ostatnio przejezdzalem tamtedy zawozac tate do sanatorium do Ladka Zdroju.

Pamiętam około 1994 lub 1996 roku odwoziłem mamę do sanatorium do Lądka
Zdroju. Z Piotrkowa Trybunalskiego jechaliśmy pociągiem osobowym Warszawa -
Lubań Śląski, który na jakimś odcinku był przyspieszony.

pzdr
Krzychu
Piotrków Trybunalski


izolatka - szaleniec
kuracjusze w Lądku Zdroju - sanatorium
królowa - korona

Pozdrawiam gorąco kochanych poznańskich depeszaków z sanatorium w Lądku Zdroju!!!
Fajno tu...

Grażynko ja tylko tak na zewnątrz jako tako się trzymam , ale w środku próchno i zgnilizna.
W sanatorium byłem jako ochroniarz własnej żony
Trochę mie zawiódł ten Lądek Zdrój , ale mimo wszystko warto pojechać . Polecam nasz Ustroń Śl. tam jest pięknie zimą i latem.

Bo w przyszłym tygodniu ja wyjeżdżam do SANATORIUM DO KOŁOBRZEGU!!!!


ooo Tereniu to pozdrów wszystkie foczki ))

a jak chcesz spotkać jakiegoś przystojniaka to polecam Ci(a raczej moja mama) pojechać do Lądka zdroju - nie wiem jak teraz tam jest ale kilka lat temu, jak była tam moja mama to się dopiero działo. Mama mówiła, że raczej chorzy to tam nie przyjeżdżają - blisko jest granica, więc po południami odbywały się wycieczki krajoznawcze a potem imprezy w sanatorium
Tata jak pojechał po mamę też niezłe historie opowiadał. Był tam kilka dni, i chodzili sobie z mama na wycieczki, a "kurnacjuszki" do mamy mówiły: Ale sobie Pani przygruchała młodzieniaszka.
Mama im na to: ale skąd to mój mąż
A one: Kochana z mężem to się tak za rękę nie chodzi.

To był pierwszy wyjazd mamy do sanatorium i zauważyła, że niektóre kobitki to takie kreacje jak na sylwestra przywoziły i na "fajfach szalały"
Jak potem pojechała do Buska Zdroju to powiedziała, ze tam dopiero widać chorych nie to co w Lądku. ale w tym Lądku to podobno romansy kwitły na 102
Nie tylko w Lądku się dzieje. Tak po prawdzie, to tak jest wszędzie. Dla chcącego nic trudnego. Mam koleżankę z pracy, która między innymi po to jeździ do Ciechocinka. U nas w pracy obowiązuje nawet nazwa tego kurortu jako Ruchocinek (sorry). Prawie z każdego takiego wyjazdu przywozi jakiegoś amanta, z którym chce sobie życie układać. Trochę u niej pomieszka i po jakimś czasie wyjeżdża. Zapewne na kolejne łowy. I takie sposoby mają ludzie na życie.
Ja tam Ula na fajfach szaleć nie będę. Ale określenie jest the best
Wszystkie foczki, orki i kroko będą pozdrowione.

Londyn, Londyn... nie ma takiego miasta. Lądek, Lądek Zdrój!

Chyba pijalnia wody? Albo sanatorium?

Chyba, że coś innego zupełnie.

Proszę o telefon do sanatorium w Lądku Zdroju. Mam zamiar się tam wybrać ale potrzebuję trochę informacji. Z góry seredecznie dziękuję.

Witam

Drukuję oryginalną wiadomość od Irka. W razie wątpliwości lub dodatkowych pytań to najlepiej będzie kontaktować się z nim osobiście

Jesienne tango w Karkonoszach

Jeśli listopadowy długi weekend chcielibyście spędzić wśród miłośników tanga, w miejscu otoczonym lasem i górami – dołączcie do nas.

Zapraszamy na wyjazd 8-11 listopada (od soboty do wtorku) do pensjonatu Uroczysko (www.michalowice-piechowice.pl )niedaleko Szklarskiej Poręby. Jest to stary dworek myśliwski, w którym w czasie wojny było sanatorium Luftwafe.

W czasie 4 jesiennych dni będzie można wziąć udział w warsztatach, poszaleć na 3 milongach, poćwiczyć i powymieniać się doświadczeniami z innymi zapaleńcami na sali, która będzie do dyspozycji uczestników.

Warsztaty będą prowadzone dla dwóch grup:

grupa A – osoby tańczące krócej niż pół roku,

grupa B – osoby tańczące dłużej niż pół roku.

Kryterium to należy traktować oczywiście umownie, jako pierwszą wskazówkę, która grupę wybrać.

Jeśli zechcą pojechać z nami osoby (co najmniej 5 par), które dopiero chcą rozpocząć swoją przygodę z tangiem to utworzymy grupę O.

Każda grupa będzie miała 8 godzin zajęć (po 2 godz. dziennie) . Dokładny harmonogram podamy wkrótce.

Zajęcia prowadzą Katarzyna Press i Ireneusz Michalewicz.

Wieczorami w sobotę, niedzielę i poniedziałek, na pięknej sali balowej z drewnianym parkietem bawić się będziemy na milongach. Muzykę wybierze Kasia.

Poza warsztatami i milongami sala będzie również do dyspozycji uczestników. Będzie okazja do poćwiczenia i wymienienia się doświadczeniami.

W ośrodku można zakwaterować się w sobotę już od godz. 11. We wtorek powinniśmy opuścić „Uroczysko” do godz. 18. Na wyżywienie składać się będą śniadania w formie bufetu oraz obiadokolacje. Pełne wyżywienie obejmuje 3 śniadania i 3 obiadokolacje (od obiadokolacji w sobotę do śniadania we wtorek).

Oprócz butów do tańca proponujemy zabrać również buty nadające się do górskich wycieczek oraz kostium kąpielowy. W odległości paru kilometrów od „Uroczyska” w ośrodku KRUS jest basen (20x10 m, 10 zł za godzinę). W naszym „Uroczysku” można będzie skorzystać (za dodatkowa opłatą) z jacuzzi na świeżym powietrzu.

Cena

obowiązuje przy wpłacie całej kwoty lub zaliczki (140 zł od osoby) do 17.10.2008:

Wpłata do 17.10.2008
Wpłata po 17.10.2008

Pakiet pełny

nocleg w pokoju dwuosobowym, wyżywienie, warsztaty (8 godz.), 3 milongi, sala do ćwiczeń.
410 zł
450 zł

Pobyt bez warsztatów (noclegi, wyżywienie, milongi, sala)
270 zł
290 zł

Dopłata do noclegu w pokoju 1 osobowym (3 doby)
60 zł
60 zł

Dane konta bankowego:
Ireneusz Michalewicz
57-540 Lądek Zdrój
ul.Przechodnia 6/5
BRE Bank mBank 42 1140 2004 0000 3902 0195 7628

Serdecznie pozdrawiamy,

Kasia i Irek

www.tangoki.eu

Ostatnio miałem okazję oglądać galerię zdjęć z Kudowy-Zdroju. Przepiękna miejscowość w powiecie kłodzkim, woj. śląskie. Mała, niezwykle malownicza miejscowość, która jest, jak sama nazwa wskazuje, również uzdrowiskiem. Do atrakcji tego miasteczka należy m.in. Kaplica Czaszek (wyłożona czaszkami i piszczelami zmarłych w czasie wojny trzydziestoletniej), a także sanatoria z pijalniami wód arsenowych i park zdrojowy.
Kudowa-Zdrój jest położona bardzo blisko Gór Stołowych, o których już trochę pisałem. Znajduje się tam rezerwat Błędne Skały. Szczerze polecam.

Potwierdzam, potwierdzam. Tylko wciąż trwają spory między mieszkańcami Kudowy, a Czermnej (w której to znajduje się słyna kaplica), o to czy Czermna jest częścią Kudowy, czy samodzielną miejscowością Sympatycznie...

Ogólnie całą Kotlina Kłodzka jest bardzo ciekawym obszarem. May tu mnóstwo pięknych uzdrowisk: oprócz Kudowy Zdroju są jeszcze Polanica, Duszniki, Lądek i sporo mniejszych. Wiele ośrodków jest już całkowicie odrestaurowanych po powodzi i można je porównać ze standardami najlepszych hoteli w górskich kurortach za granicą.

Stolicą powiatu jest Kłodzko z bardzo ciekawą twierdzą i malowniczymi uliczkami - naprawdę piękne miasto, które bardzo chętnie odwiedzam. Obok twierdzy kłodzkiej, drugą budowlą obronną kotliny wartą zobaczenia jest piękny zamek w Kamieńcu Ząbkowickim.

Poza tym w Kotlinie Kłodzkiej znajdują się Wambierzyce. W miasteczku tym stoi potężna Bazylika, ze słynnymi schodami oraz zabytkowa, bardzo interesująca i świetnie dopracowana ruchoma szopka, którą zobaczyć można o każdej porze roku (nie tylko w okresie świątecznym ).

Na południowym-wschodzie kotlinę zamyka szczyt Śnieżnika i malowniczo położone miasteczko Międzygórze. W niedalekiej odległości zobaczyć można Wodospad Wilczki, wysoki na 20 metrów (przed powodzią 27 ) i arcyciekawą Jaskinię Niedźwiedzią w Kletnie, której kolejny poziom odkryto całkiem niedawno. W sąsiedztwie jaskini odbywają się co roku na wakacjach swego rodzaju zloty grotołazów i wspinaczy górskich (amatorów też). Wspaniała sprawa.

No i jeszcze należy wspomnieć o Złotym Stoku - miasteczku położonym przy granicy powiatu kłodzkiego z moim powiatem nyskim . Można tu godzinami spacerować po korytarzach w byłej już kopalni złota i poznać historię wydobywania tego kruszcu na tych ziemiach, ale również w całych Sudetach. Dzięki bliskiej współpracy z czeskim miasteczkiem Zlate Hory naprawdę w promocji tego "sektoru" lokalnej turystyki dzieje się dobrze.

Całą kotlinę przecina rzeka Nysa Kłodzka, która utworzyła w niektórych miejscach malownicze przełomy.

Jeżeli w tydzień chciałoby się odwiedzić wiele różnorodnych miejsc z mnóstwem atrakcji turystycznych, to Kotlina Kłodzka jest do tego celu wspaniałym miejscem. Polecam!

[LEGNICA]

Zygmunt Mułek 2008-07-04, aktualizacja: 2008-07-04 23:31:02

Dolny Śląsk kończy porządki po Rosjanach. W Legnicy ostatnie koszary zasiedlą cywile.

Towarzystwo Budownictwa Społecznego rozpoczyna właśnie remont ostatnich legnickich koszarowców w dawnym legnickim kompleksie wojskowym R-34 w Lasku Złotoryjskim. Na razie wyglądają strasznie - powybijane okna, odpadający tynk, napisy po rosyjsku, zniszczone płoty. To ostatnie niezagospodarowane jeszcze budynki po Rosjanach przejęte przez miasto.

- Za dwa lata będzie tutaj piękne osiedle - zapewnia wiceprezydent miasta Jadwiga Zienkiewicz.
W dawnych koszarach powstanie 207 mieszkań jedno- i dwupokojowych. Wprowadzą się do nich mieszkańcy czekający w kolejce na mieszkanie w TBS. Koszt inwestycji to około 20 mln zł.

W tym kompleksie od 2 lat mieszkają legniczanie w tzw. leningradach (radzieckich budynkach z wielkiej płyty). Gdy TBS przejmował je do remontu, były kompletnie rozszabrowane.
Wojska radzieckie zajmowały prawie jedną trzecią powierzchni Legnicy. Czerwonoarmiści przejęli piękne pałacyki, wille, koszary. Najpiękniejsza dzielnica miasta przez pół wieku była ogrodzona murem. Gdy wyjeżdżali, zabierali cenne wyposażenie, a nawet krany do zlewów. Polscy szabrownicy dopełnili reszty.

W dawnych koszarach przy ul. Chojnowskiej, Rzeczypospolitej czy Poznańskiej powstały ekskluzywne osiedla. W byłym Domu Oficera mieszczą się teraz Legnicka Kuria Biskupia i seminarium duchowne. Natomiast w sztabie Północnej Grupy Wojsk Radzieckich urządził swoją siedzibę ZUS. Również Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa przejęła kompleks koszarowy, w którym powstał jeden z ładniejszych ośrodków akademickich w kraju.

- Pamiętajmy, że to, co pozostawili Rosjanie, nadawało się do kapitalnego remontu albo rozbiórki - przypomina prezydent Zienkiewicz. W Legnicy do zagospodarowania są 2 szpitale porosyjskie. Pięknie położony w Lasku Złotoryjskim przejęli w ramach odszkodowań zabużanie. Drugi, przy ul. Chojnowskiej, jest własnością Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego.

A jak jest w innych dolnośląskich miastach? W kilku budynkach w zdrojowej części Lądka-Zdroju od niedawna działają nowe hotele i pensjonaty. Armia radziecka miała tu do 1991 roku sanatorium dla swoich żołnierzy.
W Świdnicy przywracanie świetności terenom powojskowym pochłonęło już ponad 56 mln zł, z czego ponad 6,9 mln pochodziło z rządowej dotacji. Miliony złotych wydali również prywatni inwestorzy.
- To, że miasto wygląda pięknie, zawdzięczamy wielu ludziom, ale też mądrym decyzjom - wyjaśnia Wojciech Murdzek, prezydent Świdnicy.
- Inne samorządy chciały zarabiać na sprzedaży, a Świdnica postanowiła przekazywać powojskowe obiekty za symboliczne kwoty. Dzięki temu my uporaliśmy się już z tym, a inni mają jeszcze wiele do zrobienia.

W mieście trzeba jeszcze tylko rozebrać części starych garaży. A dzielnica, którą kiedyś zajmowali żołnierze radzieccy, jest dziś uznawana za najładniejszą część Świdnicy.

Współpraca: PIEL, MM

http://polskatimes.pl/gazetawroclawska/ ... .html.html

Kulczyk SPA w Polanicy

Prawdopodobnie już wiosną ruszy realizacja budowy najbardziej luksusowego w kraju SPA w Polanicy Zdroju na Dolnym Śląsku. To nowa inwestycja Grażyny Kulczyk, najbogatszej Polki. Poznańska bizneswoman, a zarazem jedna z najbardziej wpływowych kobiet w kraju, od kilku lat jest częstym gościem na ziemi kłodzkiej

Jak do tej pory Polanica kojarzyła się głównie z uzdrowiskiem i turnusami sanatoryjnymi, a co za tym idzie - emerytami i rencistami, którzy nie są zwykle osobami o zbyt zasobnych portfelach. Za sprawą Grażyny Kulczyk powstaje tam inwestycja mająca obsługiwać lukratywną branżę usług skierowanych dla najbogatszych. Będzie usytuowana w najatrakcyjniejszej części uzdrowiska, w pobliżu Parku Zdrojowego.

Hotel ma być najnowocześniejszym spa & wellness w kraju, obiektem o niespotykanym w Polsce standardzie sześciogwiazdkowym. Przewidywany koszt inwestycji nadal pozostaje zagadką, choć można mieć przekonanie graniczące z pewnością, że zwróci się on w dwójnasób. Wedle instytucji zajmujących się trendami na rynku hotelarskim, w najbliższych dekadach ten sektor będzie przynosił bardzo wysokie profity. Szczególnie będzie to dotyczyło najbardziej luksusowego segmentu.

Polanickie spa to kolejne świadectwo wdrażanej przez najbogatszą Polkę strategii inwestowania. Stara się ona konsekwentnie wchodzić w sektor, który w krótkiej perspektywie może zyskać pozycję lidera, a następnie zainicjować nowy trend i twórczo rozwinąć wybrane wątki. Dodajmy, że pierwotnie bizneswoman miała nieco mniej ambitne plany, m.in. brała pod uwagę nabycie zabytkowego Wrocławskiego Centrum SPA.

Gościnna ziemia kłodzka

Co ciekawe, Grażyna Kulczyk jest częstym gościem ziemi kłodzkiej. Od kilku lat przyjeżdża do Konradowa (miejscowość leżąca nieopodal Lądka Zdroju), gdzie kupiła też kilka hektarów gruntu. Jej przyjaciel Sławomir Pietras, dyrektor Teatru Wielkiego w Poznaniu, ma tam dom letniskowy. Mieszkańcy Konradowa wspominają, że nieraz spotykali bizneswoman w wiejskim sklepie. Dodają, że z jej zachowania nie wynika, że jest jedną z najbardziej majętnych osób w kraju, gdyż nie wynosi się ponad innych.

Jednak to nie sentyment do uroczej Kotliny Kłodzkiej zadecydował o biznesowym projekcie Grażyny Kulczyk. Polanica to doskonałe miejsce do ulokowania luksusowego hotelu spa & wellness. Po pierwsze, jest znana z wyjątkowych źródeł wód mineralnych, których dobroczynne działanie zostało naukowo potwierdzone. Po drugie, to przepiękna miejscowość. Paradoksalnie, pozytywny wpływ odegrała tu wielka powódź sprzed dziesięciu lat, kiedy rwący nurt Bystrzycy Dusznickiej zniszczył centrum miasteczka. Miasto w jego rewitalizację włożyło potężne środki, nie wahając się zaciągnąć długów, które pozwoliły na liczne inwestycje. Obecnie centrum Polanicy Zdroju mogłoby bez trudu konkurować z luksusowymi zachodnimi kurortami.

Jak podkreśla burmistrz Polanicy Jerzy Terlecki, plan przestrzenny miasta jest ukierunkowany na rozwój uzdrowiska, przy czym wykluczono powstanie wielkich hotelowych kombinatów, które zniszczyłyby harmonijny krajobraz.

Na razie inwestycja Grażyny Kulczyk daje zatrudnienie projektantom, ale zapewne w najbliższych tygodniach ruszą prace budowlane. Nie oznacza to jednak, że już dziś nie można w Polanicy skorzystać z dobrodziejstw poprawiania urody. Oferuje je choćby sanatorium Wielka Pieniawa czy też hotel Jantar, który dzięki takim zabiegom stara się przyciągnąć jak najwięcej gości. Kuracjusze komercyjni odgrywają coraz większą rolę w życiu uzdrowiska. Wśród zamożnych Polaków w dobrym tonie jest weekend czy też tydzień poświęcony poprawie swego wyglądu i samopoczucia. Ten trend będzie się nasilał.

Sławomir Czapnik
http://wroclaw.biznespolska.pl/gazeta/a ... tid=158823

Komercyjni kuracjusze

Co roku do sześciu sanatoriów w Polanicy, które są częścią Zespołu Uzdrowisk Kłodzkich, przyjeżdża około 10 tysięcy kuracjuszy, którzy leczą schorzenia kardiologiczne (w tym choroby wieńcowe i nadciśnienie), gastrologicznych (choroba żołądka, dwunastnicy i jelit) i narządów ruchu (w tym reumatologiczne). W 2007 roku ZUK miał też ponad sześć tysięcy kuracjuszy komercyjnych, w tym wielu gości z zagranicy: Niemiec, Skandynawii, ale i Rosji, a nawet Stanów Zjednoczonych.
Trudno się temu dziwić - poziom tutejszego lecznictwa należy do najwyższych w Europie, o czym świadczą liczne certyfikaty jakości. W 2006 roku Polanica otrzymała tytuł Lidera Polskiej Turystyki w kategorii uzdrowiska i sanatoria.

Jak wykonywać ćwiczenia relaksacyjne?

Pamiętaj, że samodzielne stosowanie technik relaksacyjnych wskazane jest tylko wtedy, gdy gotowi jesteśmy przyjąć pełną odpowiedzialność za własne przeżycia, emocje i ich konsekwencje w trakcie ćwiczeń.
Każde ćwiczenie można przerwać i nigdy nie należy ich stosować wbrew własnej woli !

Podczas ćwiczeń należy przyjąć wygodną pozycję - np. siedząc na wygodnej kanapie, w fotelu lub leżąc na podłodze. Ważne jest zapewnienie sobie poczucia spokoju i bezpieczeństwa w czasie ćwiczeń. Aby zagłębić się "w siebie" konieczne jest pewne "odcięcie" od świata zewnętrznego - tak aby nie przeszkodził nam telefon, czy dzwonek do drzwi. Ułożenie się na łóżku nie jest najlepszym wyborem, gdyż grozi zaśnięciem w trakcie relaksu ...

Aby osiągnąć pozytywne efekty ćwiczeń należy:

- jasno i w pozytywny sposób określić cel
- wierzyć w osiągnięcie pozytywnego rezultatu
- wykorzystywać w trakcie pracy mocne strony swojej osoby
- przeżywać radość z każdego nawet małego kroczku naprzód
- dokładnie i ze wszystkimi detalami wyobrażać sobie wynik, który osiągniemy.



Album 2x VCD/DVD - Ćwiczenia relaksacyjne i autogenne

1. Relaks progresywny Jacobsona + Trening autogenny Schultza

Pełne wersje 2 ćwiczeń do praktycznego wykonywania w warunkach domowych i klubowych.

Opracowanie i wykonanie: Władysław Pitak, muzykoterapeuta i logopeda medialny.

Nagrania wykonano w Jaskiniach Solno-Jodowych "Galos" w Kudowie i Lądku Zdroju w 2004 r.

2. Jak radzić sobie ze stresem + omówienie technik relaksacyjnych

Wykład, prezentacja i omówienie w wyk. Władysława Pitaka podczas Ogólnopolskich Warsztatów dla Dziennikarzy - Niepołomice 2004).

Z wykładu i prezentacji dowiesz się, że: "relaksacja Jacobsona polega na wykonywaniu określonych, celowych ruchów rękami, nogami, tułowiem i twarzą, po to, aby napinać i rozluźniać określone grupy mięśni organizmu. Napinanie i rozluźnianie służy najpierw wyuczeniu zdawania sobie sprawy z różnicy wrażeń płynących z mięśnia napiętego i rozluźnionego.

Systematyczne ćwiczenia uczą także nawyku rozluźniania własnych mięśni. Uczenie się relaksu jest podobne do uczenia się jazdy na nartach czy pływania.

Z treningu płyną określone korzyści.

Oto niektóre z nich:
- przyjemne doznania i poprawa samopoczucia,
- wzmocnienie zaufania do siebie,
- zmniejszenie nadciśnienia i poprawa pracy serca,
- lepsza praca żołądka i jelit,
- działanie profilaktyczne przeciw wrzodom i kłopotom trawiennym,
- zmniejszenie nerwowości, rozwój wyobraźni i procesów myślenia.

Nazwa trening autogenny Schultza pochodzi od greckiego słowa "autos"- sam i "genos"- początek, pochodzenie, ród. Autogenny znaczy więc: ćwiczący własne EGO.

Różnica między stanem hipnotycznym a autogennym polega na tym, że w pierwszym przypadku człowiek znajduje się pod wpływem działania hipnotyzera, a w autogenii - pod wpływem samego siebie.

Trening Schultza ma bardzo szerokie zastosowanie w leczeniu wspomagającym przy różnego rodzaju neurozach i zaburzeniach psychosomatycznych, dolegliwościach hormonalnych, w neurologii, foniatrii, położnictwie, stomatologii i przy drobnych zabiegach chirurgicznych.

Metoda sprawdziła się w wielu dziedzinach , m.in. w poradniach wychowawczych i małżeńskich, w sporcie (przed startem) i sztuce aktorskiej i publicznych wystąpieniach (przy opanowywaniu tremy przed występami).

Obiektywne badania kliniczne (EEG, EKG) dowodzą, że metoda ta wpływa na łagodzenie, a nierzadko usuwa m.in. takie objawy chorobowe:

- nerwicowy częstoskurcz serca i nerwowe połykanie powietrza,
- choroba wrzodowa żołądka i dwunastnicy,
- dławica sercowa (połączona ze stanami lękowymi),
- dusznica oskrzelowa,
- nerwice narządowe (dyskinezje dróg żółciowych, spastyczne stany jelit, zaparcie),
- męczliwość, migrena i moczenie nocne,
- naczynioruchowe bóle głowy,
- nadciśnienie tętnicze,
- nadczynność tarczycy,
- pokrzywka i świąd nerwicowy,
- ruchy przymusowe (tiki) i wymioty psychogenne,
- wegetatywne zaburzenia krążenia i przewodu pokarmowego.

#



na foto: Władysław Pitak po szkoleniu w towarzystwie rehabilitantek z sanatorium "Wielka Pieniawa" w Polanicy Zdroju

Witam!
Organem kierującym jest tu Dowódca jednostki wojskowej po przez lekarza, na co powinno być wystawione skierowanie na przejazd dla żołnierza po misji, rodzina oczywiści odpłatnie,
… nie rozumiem w ogóle treści problemu ?
… co robi i kim jest szef sekcji S-1 w twojej jednostce i dlaczego stwarza problemy, komuś po misji?
….w razie dalszych problemów proszę o kontakt …
pozdrawiam …
proponuję pobrać skierowanie z konkretnego szpitala …(przeważnie na stronie uzdrowisk)
ja przedstawiam tu zamieszczone z Lądka Zdroju:

23 WOJSKOWY SZPITAL UZDROWISKOWO – REHABILITACYJNY
Lądek Zdrój

..................................................................
( pieczęć jednostki kierującej )

23 Wojskowy Szpital
Uzdrowiskowo – Rehabilitacyjny
Plac Mariański 7/8
57-540 Lądek Zdrój

Fax. (074) 8117227

S K I E R O W A N I E
na turnus leczniczo – profilaktyczny
do 23 Wojskowego Szpitala Uzdrowiskowo – Rehabilitacyjnego w Lądku Zdroju

w terminie od dnia ……………….…………..……. do dnia …………………………….……… (14 dni)
(termin uzgodniony z Biurem Obsługi Kuracjusza 23 WSzUR Lądek Zdrój- tel. (074) 8117251)

Nazwisko i imię: ......................................................................................................................

Stopień wojskowy: ..................................... PESEL :

Przydział służbowy; …………………………………………………………………………..……

Adres zam. ..............................................................................................................................
(kod pocztowy, miejscowość, ulica)

telefon kontaktowy do żołnierza : ..................................................................................................

Uwagi: ..........................................................................................................................................

.......................................................................................................................................................

mp
............................................ .....................................................
(lekarz JW. kierujący) (organ kierujący – Dca JW. )

Miejscowość ……………………. dnia ................ 200... r.

Ilość osób, która będzie towarzyszyła żołnierzowi podczas pobytu w 23 WSzUR …………………………..

- Termin pobytu należy ustalić z Biurem Obsługi Kuracjusza 23 WSzUR tel. (074) 8117251
- Niniejszy Wniosek należy przesłać na fax. (074) 8117227. Oryginał skierowania będzie podstawą przyjęcia do sanatorium.
- Na kurację należy zgłosić się do Pawilonu 1 „LOTNIK” ul. Jadwigi 2 – Dyżurka Pielęgniarek

[ Dodano: Pon 23 Lip, 2007 ]

Witam !!!

Zamieszczone poniżej adresy są raczej aktualne. W wypadku gdy stwierdzicie, że coś się w tym względzie zmieniło prosiłbym o wiadomość z waszej strony na PV.
Mile widziane będą również wszelkie informacje dotyczące danych tematów, które po nadesłaniu będę wykorzystywał do aktualizacji tematów.

Szpitale i sanatoria wojskowe

Niektóre szpitale wojskowe:
Warszawa Bydgoszcz
Kraków Gdańsk Lublin Wrocław
WIML (Warszawa)

Już pod kapeluszem:
Elbląg Wałcz Żary Opole Poznań
Przemyśl
Hel
Olsztyn
Gliwice
Ełk
Dęblin

Uzdrowiskowe
Ciechocinek
Krynica-Zdrój
Kudowa-Zdrój
Busko-Zdrój
Lądek-Zdrój

Wyszukiwarka ośrodków medycznych na terenie całej Polski

Pozdrawiam Radca WP

Jak już pisałem na naszym forum stałem się dość szczęśliwym posiadaczem body Canona 10D,postanowiłem wypróbować ten w aparat w astrofotografii. Ponieważ posiadam sporo obiektywów z czasów praktikowsko /zenitowskich- do "eksperymentów" postanowiłem użyć właśnie to szkło (sdiełanno w CPPP/made in DDR). Ale wciąż nie posiadam montazu parlaktycznego więć postanowiłem użyć zwykłego statywu , a za to najwyższego trybu w aparacie czyli 3200 iso i krótkie czasy. Wyniki stakowałem w DSS . No cóż powiem szczerze że wyniki były dla mnie sporym zaskoczeniem.
Mój ulubieniec z fotografii "reportersko/ portretowej" czyli Helios 58/2 okazał sie totalną porażką! Obrazy gwiazd dawał jakby miał zaistalowany silny filtr zmiękczający , totalna porazka!!
Podobnie Wołna 37/2,8 obraz nieostry, b.silnie zmiękczony:
Przy okazji okazało się że jest widoczne spore zaświetlenie od lamp odległego o ok 35 km Wrocławia. łuna jakoś nie rzuca się w oczy bo odwraca uwagę budynek, ale na fotografii doskonale widoczna . Sięga aż 20 stopni !!

Doskonale sprawdził się Pentacon 1,8/50:
M42



M45



Obrazy powiem szczerze ,zaskoczyły mnie całkowicie, tym bardziej są bez paralaktyka.

Największą jednak niespodziankę sprawił obiektyw z którym wiązałem najmniejsze nadzieje

Totalny staruszek ( w mojej rodzinie ponad 30 lat).Zanim wszedł w posiadanie mojego taty , zaliczył totalnie odjechany epizod przemytniczy. Pierwszy właściciel przewoził w nim .... złoto z z Zwiazku Radzieckiego do sprzedania w Polsce! .Tak dla młodszych astromaniaków : był taki czas ze np za 1 złoty łańcuszek można było w polsce przezyć spokojnie 1,5 miesiąca. W Lądku Zdroju( gdzie mieszkaliśmy ) był szpital wojskowy im sanatorium dla wyższych szarż "Krasnej Armii". Officier przed wyjazdem sprzedał wszystko co mógł i tym sposobem mój tata mógł kupić ten cud sowieckiej " tjochniki".
Zresztą nie tak do końca radzieckiej bo jak dowiedziałem się z netu Jupiter 11 4/135 to podróbka Sonnara 4/134 - obiektywu np dla leicy czy Contaxa. Po wojnie plany konstrukcyjne ( wraz z całą linia produkcyjną oraz częścią pracowników) trafiły do Związku Radzieckiego..
W kazdym razie obiektyw miał w wyniku notorycznego skręcania i rozkręcania przez pierwszego właściciela) strasznie zatarty pierścień ostrzenia , i tak ma do dziś. Ale z drugiej strony obiektyw pokazał znakomite obrazy z Canonem zarówno w fotografii naziemnej jak i astro:



No i najbardziej mieszane uczucia :czyli MC 3M-5CA 8/500 .
Jeżeli ustawi się ostrość prawidłowo to daje zupełnie prawidłowe obrazy np .
Wschód księżyca:

albo obraz z registaxa:


Niestety ma jedną dużą wadę : jest jest dość ciemny , a wymaga idealnego ustawienia ostrości. O ile go używałem wcześniej z Prakticą VLC gdzie można wymieniać cały układ celowniczy, zastosować np prostą matówkę i lupę do precyzyjnego ostrzenia to w Canonie wychodzi kaszana. W astro to to pół biedy ,bo jak ma się solidny statyw to można w podglądzie na zoomem ocenić ostrość, za to w fotografii naziemniej często niema takiej szansy . Powiem szczerze że przemyśliwam na sprzedażą tego obiektywu i zaakupem jakiegoś apo zooma 100-300 z Af-em.Muszę to naprawwdę przemyśleć.

Warto wiedzieć, że turystyka górska Polaków zrodziła się nie w Karpatach, a właśnie w Sudetach. Nie bez powodu piewsze polskie przewodniki górskie były właśnie przewodnikami sudeckimi. Przewodniki górskie po Karpatach nie mogły pojawić się wcześniej, zbyt bowiem nikły był stopień rozwoju polskiej turystyki górskiej na przełomie XVIII i XIX wieku, zwłaszcza po Tatrach i Beskidach, bowiem trwało jeszcze tych gór turystyczne odkrywanie...

Pozwolę sobie w tym miejscu zamieścić artykuł - szkic do wzajemnych związków Wielkopolski i Wielkoplan z Sudetami.

Motto:
Jeśliś kochał, walczył, wierzył,
Poznał prawdę, gonił chmury.
Przebrnął morze, świat przemierzył,
Poznaj jeszcze śląskie góry.
(nie Wincenty Pol)
- zapis Gracjana Kościńskiego z Wrocławia i Wacława Grodzkiego z Poznania w księdze pamiątkowej schroniska "Nad Śnieżnymi Kotłami" 20 grudnia 1912 r.

Wzajemne związki Wielkopolski z Sudetami wydają się być odwiecznymi. Z całą pewnością sięgają one początków państwowości polskiej. Górskie przełęcze Sudetów musieli pokonać przybywający z Czech do kraju Polan (Wielkopolski) pierwsi chrześcijańscy misjonarze, w tym Wojciech, biskup Pragi spokrewniony ze znakomitym czeskim królewskim rodem Przemyślidów. Wcześniej zapewne przemierzali te góry wysłannicy polskiego księcia do Czech. Niewątpliwie tą samą, najbliższą drogą wiodącą przez Sudety, zwane Górami Czeskimi (Montes Bohemiae), dociera do Poznania ze swą świtą czeska księżniczka Dobrawa, żona księcia Mieszka I.

W 1038 r. przez Sudety przechodzi czeski książę Brzetysław I ze swoimi wojskami na wyprawę wojenną do Polski. Ludność zamieszkującą okolice grodu Giecz koło Gniezna, który poddał się nie mogąc wytrzymać siły natarcia jego wojsk, książę zabiera z sobą w powrotną drogę do Czech i osiedla koło Domaźlic, gdzie od Giedczan pochodzi miejscowość Hědčany (o tym fakcie wzmiankował czeski kronikarz Kosmas). Cała ta ludność musiała pokonać daleką drogę wiodącą z pewnością przez Sudety. W 1110 r. przekroczył Sudety Bolesław Krzywousty zaskakując nie spodziewających się jego ataku z tej strony Czechów.

Z kolei w XV w. wędrują przez Sudety do Wielkopolski poszukujący schronienia przed prześladowaniami czescy husyci, a później bracia czescy. Ze wsi Bílá Voda, leżącej u podnóża Karkonoszy, wyrusza w drogę do wielkopolskiego Leszna w roku 1628 znakomity czeski pedagog Jan Amos Komensky. Długo by tu można wymieniać kolejne przykłady emigracji ludności i wędrówek przez Sudety między Czechami a Wielkopolską.

Jak dowodzą źródła pisane, przede wszystkim listy i pamiętniki, Wielkopolanie począwszy od XVIII w. zaczęli coraz liczniej przyjeżdżać w Sudety, jako kuracjusze uzdrowisk. Tutaj leczyli się, udzielali się w życiu towarzyskim, ale także zwiedzali okolice, poznawali sposoby gospodarowania ówczesnych właścicieli tych ziem, niejednokrotnie ze zdumieniem dowiadywali się o ich polskim piastowskim rodowodzie.

Osobną grupę, z cała pewnością mniej liczną, stanowili, przybywający na Dolny Śląsk z obowiązku wielkopolscy rękodzielnicy, podwyższający swoje kwalifikacje przez tzw. wędrówki czeladnicze (w 1832 r. pruskim przepisem zniesione). Tradycja tych wędrówek dotrwała prawie do I wojny światowej. Jako przykład mogą tu posłużyć wojaże po Europie, zakończone pobytem w... Kłodzku, poznańskiego introligatora Stanisława Haremzy, opisane w książce "Poznańskie wspominki. Starzy poznaniacy opowiadają" (Poznań, 1960).

Do dziś zachowały się, wprawdzie nieliczne, zabytki związane z pobytem niektórych Wielkopolan w Sudetach, jak np. cokół pomnika św. Jana Nepomucena w Cieplicach Śl., ufundowany w 1758 r. przez Rafała Gurowskiego, kasztelana poznańskiego i starostę Wschowy. Jednym z takich znakomitych zabytków, potwierdzających związki Wielkopolan ze śląskimi górami, jest także pomnik Wincentego Priessnitza w Poznaniu.



Barokowy pomnik św. Jana Nepomucena w Cieplicach Śl.
ustawiony na cokole ufundowanym przez Rafała Gurowskiego
- kasztelana poznańskiego i starostę wschowskiego

Niezbitym dowodem pobytu i wędrówek Wielkopolan po Sudetach, pozostały wpisy w księgach pamiątkowych schronisk, m.in. Śnieżki. To właśnie z tych, często lakonicznych zapisków, wiemy dziś, że w Górach Ryfeyskich (bo tak kiedyś nazywano Sudety) gościli ludzie tej miary co: Józef Wybicki (1747-1822) - generał w legionach Dąbrowskiego, wojewoda i senator, twórca naszego hymnu narodowego; Teofil Wolicki (1767-1829) - arcybiskup poznański, obrońca narodowego charakteru kościoła polskiego, inicjator budowy Złotej Kaplicy w katedrze poznańskiej - miejsca spoczynku doczesnego naszych pierwszych władców z linii piastowskiej: księcia Mieszka I i króla Bolesława Chrobrego; hrabia Edward Raczyński (1786-1845) z podpoznańskiego Rogalina, inicjator budowy wspomnianej Złotej Kaplicy, fundator pierwszej publicznej biblioteki w Wielkopolsce nazwanej imieniem jego rodu; Hipolit Cegielski (1813-1868) - profesor języka polskiego, łaciny i greki w słynnym poznańskim Gimnazjum Św. Marii Magdaleny, ceniony współpracownik i redaktor znaczących pism poznańskich, kupiec i pionier przemysłu wielkopolskiego, wiceprezes Towarzystwa Naukowej Pomocy oraz Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu, oraz wielu innych bardziej lub mniej znaczących Wielkopolan.

Wzniosłe przeżycia estetyczne w górach, przywoływały im nierzadko na myśl dawną świetność Rzeczypospolitej, prowokowały do rozważań o sprawach ogólnoludzkich i wyrażania uczuć patriotycznych, w tym żalu nad rozdartą rozbiorami Ojczyzną. Niemałe wrażenie na księciu Antonim Radziwille (1775-1833) - Namiestniku Wielkiego Księstwa Poznańskiego i kompozytorze, musiały wywołać Karkonosze oglądane od strony Jeleniej Góry i niewysokie, lecz malownicze Wzgórza Łomnickie rozłożone wzdłuż Kotliny Jeleniogórskiej, skoro w 1824 r. nabył on od rodziny pruskiego namiestnika Śląska von Hoyma posiadłość Ciszyca (wówczas Ruhberg) w pobliżu Kowar - mały folwark z empirowym pałacykiem z początku XIX w. oraz pozostałości zameczku myśliwskiego w typie romantycznej pseudoruiny, wzniesionego około 1790 roku na szczycie wzgórza dziś zwanego Radziwiłłówką (463 m n.p.m.), z przeznaczeniem na letnią rezydencję. Tu jego córka - Eliza, zwana zasłużenie "Aniołem z Ciszycy" z racji urody, zdolności malarskich i muzycznych, a nade wszystko wielkiej dobroci, zwłaszcza dla okolicznych biednych wieśniaków, przeżyła w latach 1822-1830 swoją pierwszą i jedyną, autentyczną i tragiczną miłość do pruskiego następcy tronu Wilhelma, późniejszego króla Prus i cesarza niemieckiego. Po przedwczesnej śmierci Elizy w 1834 r., posiadłość odziedziczyła jej siostra - Wanda Czartoryska. W posiadaniu rodziny Czartoryskich Ciszyca pozostawała do 1927 r.



Ruina zameczku myśliwskiego na wzgórzu Radziwiłłówka koło Kowar

Wspomnieć należy, że Eliza Radziwiłłówna zasłużyła się dla innego jeszcze miejsca w Sudetach. W 1820 r. w Lądku Zdroju, w miejscowym “Hotelu de Pologne", będącym własnością jej rodziców, założyła ona bibliotekę z m.in. polskim księgozbiorem, z myślą o rodakach przybywających do wód.

W XIX w. trzykrotnie przebywał w Sudetach zasłużony Poznańczyk - dr Karol Marcinkowski (1800-1846) - ofiarny lekarz i społecznik, inicjator założenia spółki akcyjnej "Bazar" wspomagającej polską przedsiębiorczość w silnie wówczas germanizowanej Wielkopolsce oraz Towarzystwa Naukowej Pomocy dla Młodzieży Wielkiego Księstwa Poznańskiego.

Po raz pierwszy Marcinkowski zmuszony był udać się do Szczawna Zdroju (wówczas Bad Salzbrunn) w 1820 r. w sierpniu w trakcie studiów medycznych na uniwersytecie w Berlinie, po przebytym "katarze płuc".

Po raz drugi dr Marcinkowski przebywał w Sudetach pod przymusem. Za czynny udział w powstaniu listopadowym, decyzją króla Prus został skazany w 1836 roku na karę 3-miesięcznego pobytu w twierdzy w Świdnicy (była to kara złagodzona w wyniku interwencji naczelnego prezesa prowincji Eduarda von Flottwella). Odbywanie kary dr "Marcin" rozpoczął 1 sierpnia 1837 r. Początkowo rzeczywiście mieszkał w murach twierdzy, ale później jej komendant na polecenie płk. Willisena pozwolił mu na przebywanie po 6 godzin dziennie w mieście, w prywatnej kwaterze. Marcinkowski pisał tu rozprawę naukową, prowadził ożywioną korespondencję i przyjmował odwiedzających go przyjaciół i znajomych przebywających na leczeniu w Szczawnie Zdroju. Odbywanie kary zostało przerwane na czas epidemii cholery w Poznaniu, po czym Marcinkowski zmuszony był powrócić do Świdnicy. Po prośbie wystosowanej przez magistrat miasta Poznania do króla Prus o uwolnienie dr "Marcina", 17 grudnia 1837 r. zwolniono go od reszty kary.

Pod przymusem przebywali też w Twierdzy Kłodzkiej inni Wielkopolanie. Za udział w Powstaniu Styczniowym na mocy wyroku sądu pruskiego w 1864 roku osadzeni zostali: Wacław Koszutski - adiutant gen. Taczanowskiego, Walerian Hulewicz - uczestnik walk w okresie Wiosny Ludów, mianowany w 1863 roku przez Rząd Narodowy podczas Powstania Styczniowego komisarzem w powiecie wrzesińskim, Stanisław Sczaniecki - działacz towarzystw rolniczych, współredaktor pisma "Ziemianin", absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego, Włodzimierz Wolniewicz - publicysta i działacz gospodarczy (skazany na karę śmierci i objęty później amnestią), ziemianin Erazm Wolniewicz i ks. Jan Rymarkiewicz.

W 1873 roku w murach Twierdzy Kłodzkiej został uwięziony przez władze pruskie ks. Augustyn Szamarzewski, wybitny działacz społeczno - gospodarczy.

Wracając do postaci dr. Marcinkowskiego po raz trzeci przebywał w Sudetach, po przebytej ciężkiej chorobie, kiedy gościł na kuracji w Dusznikach (wtedy Reinerz) w 1842 r., od maja do lipca. Około 20 lipca tego samego roku wyjechał do Cieplic (Warmbrunn) na kurację przeciwreumatyczną.

Pobyt w uzdrowisku dolnośląskim dla majętniejszych osób z Wielkopolski nie był zbyt poważnym wydatkiem i tak np. w 1842 r. Bibianna Moraczewska (1811-1887) - autorka poczytnych w owych latach powieści, za dwumiesięczny pobyt w Polanicy (wówczas Aldheide) zapłaciła przeszło 100 talarów.

Niektórzy Wielkopolanie, ujęci pięknem Sudetów, pozostali w nich do końca swego życia, jak dr Aleksander Ostrowicz (1839-1903), rodem z Gostynia Wlkp., od 1875 r. przez blisko 30 lat ordynujący w sanatorium "Thalheim" (w wolnym tłumaczeniu: "Dom w dolinie") w Lądku Zdroju (wtedy Bad Landeck), wspólnie ze swoją żoną Klarą - pielęgniarką. "Dom w dolinie" stał otworem dla tych rodaków, których stać było na leczenie w Lądku.

Z inicjatywy dr. Ostrowicza i dr Wehse powstało w Lądku Towarzystwo Upiększania Miasta. Ostrowicz zajmował się także turystyką, byt członkiem lądeckiej sekcji kłodzkiego Towarzystwa Górskiego (GGV - Glatzgebirgs-Verein), od jego założenia tj. od 1881 r. pełnił w nim funkcje skarbnika, zastępcy skarbnika i członka zarządu.

Ostrowicz utrzymywał stałe kontakty ze środowiskiem poznańskich medyków. W latach 1892-1899 w sezonach letnich praktykował w Lądku ceniony wówczas w Poznaniu lekarz Józef Pomorski (1861-1932), chirurg i ginekolog, a od 1897 r. leczył tu także dr Antoni Chłapowski, również z grodu Przemysława.

Dr Ostrowicz w sezonach zimowych ordynował w San Remo (nadmorskie uzdrowisko we Włoszech w Ligurii na Riviera di Ponente nad Morzem Liguryjskim), co dla nas stanowi dziś dodatkowe potwierdzenie poziomu i rzetelności jego praktyki lekarskiej.

Dzielem życia Ostrowicza - turysty stał się 200-stronicowy przewodnik po Lądku Zdroju i okolicach, wydany przez niego własnym nakładem w Poznaniu w 1881 r. u J. I. Kraszewskiego i Wł. Łebińskiego - "Landek w Hrabstwie Kłodzkiem w Szląsku. Podręcznik informacyjny dla gości kąpielowych". Publikację tę Ostrowicz zadedykował prof. Ottonowi Spielbergowi - swojemu nauczycielowi akademickiemu z uniwersytetu we Wrocławiu.



Strona tytułowa polskiego przewodnika po Lądku

W 110-lecie edycji tego przewodnika, członkowie Klubu Sudeckiego PTTK im. dra Aleksandra Ostrowicza w Poznaniu, postanowili uczcić zasługi "ojca polskiej turystyki górskiej" na Ziemi Kłodzkiej przez umieszczenie tablicy pamiątkowej. Niestety, ówczesne władze Lądka Zdroju i Stronia Śląskiego, po kolei odmówiły zgody na jej lokalizację. Historia surowo oceni kiedyś ludzi małych duchem za brak szacunku dla patriotyzmu i rzetelnej pracy prekursorów naszej europejskiej obecności w Sudetach już w XIX w. Ostatecznie tablica ta została w rok później umieszczona w Muzeum Ziemi Kłodzkiej.

Osobą, która w Lądku połączyła czasy stare z obecnymi, była krewna dra Ostrowicza - Maria Sierpińska (1866-1950) - rodem z Leszna Wielkopolskiego, która prześladowana przez władze pruskie za nauczanie w języku polskim straciła pracę i znalazła ją ponownie pod koniec lat osiemdziesiątych w sanatorium "Dom w dolinie". Sierpińska w lalach 1906-1933 prowadziła własny pensjonat "Polonia" w Lądku, zabrano go jej po dojściu do władzy hitlerowców.

Po wojnie, w polskim już Lądku, niestety również nie mogła prowadzić swego pensjonatu. Zmarła zapomniana przez wszystkich w 1950 roku. Miejscem jej spoczynku stał się, podobnie jak i dla małżeństwa Ostrowiczów, tzw. Nowy Cmentarz przy ul. Śnieżnej w Lądku.



Tablica dr. Aleksandra Ostrowicza na Nowym Cmentarzu w Lądku

Innym Wielkopolaninem, związanym z Sudetami, był ordynujący od roku 1892 w Dusznikach dr Władysław Stan - specjalista chorób płuc i laryngolog. W czasie jego wieloletniego pobytu, dzięki przychylności magistratu Dusznik, założono małą bibliotekę dzieł polskich i czytelnię polskiej prasy. Pytania o to jak długo dr Stan leczył w Dusznikach i czy pozostawał w nich do końca życia - na razie muszą pozostać bez odpowiedzi.

Opisy piękna sudeckich gór, relacje z kurortów, a później – reklamy pensjonatów, pojawiały się na łamach XIX-wiecznej prasy wielkopolskiej ze szczególnym nasileniem w sezonach letnich,

W poznańskiej "Gazecie Polskiej" w 1849 r. ukazywały się fragmenty powieści Julii Molińskiej - Woykowskiej (1816-1851) - "Z Kudowy". W całości powieść ukazała się w Poznaniu w 1850 r., a autobiograficzny wstęp do niej wiązał się z pobytem Woykowskiej w Kudowie w 1845 r. Woykowska była poetką, publicystką, powieściopisarką i autorką utworów dla dzieci Wspólnie z mężem - Antonim Woykowskim redagowała jeden z najlepszych polskich periodyków doby romantyzmu - poznański "Tygodnik Literacki".

Korespondencję z sudeckich zdrojów zamieszczały ukazujące się w stolicy Wielkopolski: “Dziennik Poznański" (w rubryce “Echa z wód") oraz “Kurier Poznański".

Wymownym świadectwem zainteresowania Wielkopolan Sudetami, były przewodniki i broszury wydawane w XIX i XX w. w Poznaniu, po II wojnie światowej dołączyły do nich opracowania popularnonaukowe i naukowe.

Relacje podróżnicze Wielkopolanina rodem z Piły – Stanisława Staszica, zawarte w jego pracy: "O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin Polski", wydanej w 1815 r., w której opisuje również Sudety, były bardzo cenne i wykorzystywano je w roli informacyjno – przewodnikowej. Z tego też powodu niektórzy uważają jego dzieło za bezpośredniego protoplastę dzięwiętnastowiecznych i późniejszych polskich przewodników górskich.

Na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XIX w. dwukrotnie wydano w Poznaniu, objaśniony z niemieckiego przez Wielkopolanina Jana Kołodziejowskiego, przewodnik w postaci opisu litografii Karola Mattisa – właściciela drukarni w Kowarach – "Olbrzymie góry...". Była to pierwsza, przeznaczona dla Polaków, edycja przewodnika po Karkonoszach, który równocześnie można uznać za najstarszy wydany w języku polskim przewodnik górski.



Strona tytułowa unikatowego pierwszego polskiego przewodnika po Karkonoszach

W 1878 (?) i 1880 r. wydano w Poznaniu niewielki druk autorstwa Gottbolda Scholtza “Chudoba..." popularyzujący walory i możliwości kuracyjne Kudowy. Było to kolejne tłumaczenie z niemieckiego.

W 1881 r. wspomniany wyżej dr Ostrowicz wydał swój przewodnik po Lądku Zdroju i okolicach.

Z 1894 r. pochodziła 32-stronnicowa broszura reklamująca zdrój dusznicki – “Kąpiele w Reinerz...", przy czym inicjatywa wydania tej publikacji wyszła od władz miasta Dusznik, a konkretnie – od bardzo przychylnego Polakom burmistrza Paula Denglera. Druk ten ukazał się w Poznaniu u Fr. Chocieszyńskiego.

W 1914 r. w tym samym mieście wydrukowano informator o Polanicy – “Altheide. Wody kuracyjne..."

Okres I wojny ze względów zrozumiałych wpłynął na zmniejszenie liczby Wielkopolan przybywających w Sudety. O ustawicznym napływie Polaków – w tym Wielkopolan – do uzdrowisk sudeckich po zakończeniu wojny świadczyło zatrudnienie w nich lekarzy – ich ziomków, którzy ordynowali jeszcze do lat trzydziestych. Wcześniej, bo w latach dwudziestych, różne instytucje niemieckie na Dolnym Śląsku rozpoczęły zabiegi w celu pozyskania polskich turystów. Publicyści dolnośląscy apelowali do ówczesnych władz rejencji o utrzymywanie bliższych kontaktów z Polską, domagali się ułatwień komunikacyjnych, celnych i dewizowych. M.in. sprawę tę podniósł w 1928 r. organ prasowy uzdrowisk dolnośląskich. W takiej sprzyjającej z początku atmosferze w latach 1914-1933 w Polanicy prowadziła swój pensjonat “Willa Chartotte" w pobliżu domu zdrojowego i łazienek, Wielkopolanka – mecenasowa Gładyszowa z Szamotuł. Jak można sądzić, takich pensjonatów polskich w Sudetach było wówczas więcej.

Okres hitleryzmu położył tamę przyjazdom Wielkopolan w Sudety. Polaków zamieszkujących wówczas w Sudetach spotykały szykany, podobnie byli traktowani nieliczni przyjezdni.

W tym złowieszczym czasie, w Wielkopolsce, w zaciszu Winnej Góry, jakby na przekór temu co miało wkrótce nadejść, pisał swoje prace na temat nazw miejscowych Słowiańszczyzny Zachodniej ks. prof. Stanisław Kozierowski (1874-1949) – historyk i onomasta z Uniwersytetu Poznańskiego. Wcześniej, bo w 1900 r., również Wielkopolanin – Józef Mycielski napisał swoją pracę na temat pierwotnych nazw słowiańskich na Śląsku Pruskim. Obu autorów możemy więc dziś uważać za prekursorów obecnego nazewnictwa polskiego w Sudetach.

Przedwojenny prezydent Poznania Cyryl Ratajski (1875-1942) wg relacji jego syna Ziemowita kilkakrotnie przebywał na Śnieżce. Ratajski dążył do zacieśnienia stosunków polsko-czeskich, i to od dawna. Należał bowiem wraz z żoną Stanisławą do współzałożycieli Towarzystwa Polsko-Czechosłowackiego w Poznaniu (1925). Za działalność na rzecz zbliżenia tych dwóch narodów nadano mu członkostwo honorowe Towarzystwa, a w roku 1929 otrzymał od rządu czeskiego komandorię Orderu Białego Lwa. Nie trzeba tu wielkiej wyobraźni, aby sobie dopowiedzieć, że jego kontakty z Czechami z pewnością miały miejsce m.in. podczas ulubionych wędrówek po Sudetach i kilkukrotnych wejść na Śnieżkę. W jednym z jego przemówień czytamy: "Tworzy się potężna – jak potężną jest zawiść i nienawiść – koalicja państw rzekomo pokrzywdzonych traktatem wersalskim, sojusz ten zawiera się – jeśli już nie jest zawarty – w moc złowrogą, zagrażającą pokojowi europejskiemu. Nawała ta na widnokręgu już jest widoczna, rośnie z siłą nadciągającej burzy i wyładuje się niechybnie nad narodami czeskim i polskim. Biada Czechom i Polakom, jeśli nie dojrzą grozy bezpośrednio nad nimi wiszącej; biada im, jeśli poprzez najlepsze chęci pokojowe nie dostrzegą dość wcześnie zarzewia pożaru (...)" (z przemówienia na akademii w dniu 28.X.1932).

Tymczasem nadszedł rok 1933 – na Dolnym Śląsku i Śląsku Opolskim rozpoczęło się likwidowanie nazw pochodzenia słowiańskiego.

Kiedy wybuchła II wojna światowa, a wraz z nią nastała okupacja, Wielkopolanie już nie jako turyści i kuracjusze, lecz jako więźniowie III Rzeszy, spoglądali na Sudety z rozsianych tu oflagów, stalagów, więzień, obozów pracy i obozów koncentracyjnych. Staraniem dr. Zenona Szymankiewicza, historyka i krajoznawcy z Poznania, wielkiego miłośnika Ziemi Kłodzkiej, upamiętniono więzionych w czasie hitlerowskiej okupacji w Kłodzku Poznaniaków umieszczając na murze Twierdzy Kłodzkiej monumentalną tablicę z polskim orłem.

W czasie okupacji byli pracownicy Uniwersytetu Poznańskiego utworzyli na terenie Generalnego Gubernatorstwa konspiracyjny Uniwersytet Ziem Zachodnich (UZZ). Pod względem politycznym dążenia te inspirowała założona jesienią 1939 r. w Poznaniu organizacja podziemna pod nazwą “Ojczyzna". Pod jej patronatem niejako próbowano kontynuować działalność Związku Obrony Kresów Zachodnich, Polskiego Związku Zachodniego (działał od 1934), Zachodniej Agencji Prasowej i innych poznańskich stowarzyszeń przedwojennych. Członkowie “Ojczyzny" brali udział w konspiracyjnej działalności krajowych agend polskiego rządu na emigracji, a szczególnie Departamentu Informacji i Propagandy Delegatury Rządu na Kraj. W listopadzie 1942 r. przystąpiono do wydawania miesięcznika konspiracyjnego “Ziemie Zachodnie Rzeczypospolitej". Pismo to powstało z inicjatywy Kiryła Sosnowskiego (ps. “Konrad"). Redagował je Aleksander Rogalski (ps. “Remigiusz"). Już w pierwszym numerze pisma sformułowano program rewindykacji ziem macierzystych Polski. Nawiązano w nim do pojęcia określonego przed wojną przez Zygmunta Wojciechowskiego (1900-1955) – historyka państwa i prawa, członka ZOKZ. Wśród wydawnictw konspiracyjnych UZZ znalazła się m.in. mapka przyszłej postulowanej zachodniej granicy Polski z wyraźnym oznaczeniem granicy południowej opartej o Sudety.

Po 1945 roku Dolny Śląsk i Śląsk Opolski, a wraz z nimi Sudety wróciły do Polski. W założonym po wojnie w Poznaniu Instytucie Zachodnim dziedziną zainteresowań naukowych stała się m.in. problematyka ziem odzyskanych, Z pionierskich przedwojennych prac ks. prof. Kozierowskiego skorzystała komisja nazewnicza pod przewodnictwem prof. Rosponda, niestety nie zawsze jednak ściśle oddając dawne sudeckie miana.

Lata powojenne zaznaczyły się licznymi wyjazdami Wielkopolan na Ziemie Zachodnie w celu ich zaludnienia i zagospodarowania. Pierwsza wycieczka PBP “Orbis" z Poznania zorganizowana w 1946 r., obrała sobie za cel Dolny Śląsk, w tym zwiedzano Jelenią Górę i Kłodzko.

Wart wzmianki jest fakt wydania pierwszego powojennego "Przewodnika po Karpaczu i okolicy" (Jelenia Góra 1948), napisanego społecznie przez Wielkopolanina rotmistrza Stanisława Kazimierza Taczaka, syna gen. bryg. Stanisława Taczaka (1874-1960) – pierwszego Naczelnego Dowódcy Powstania Wielkopolskiego; przed wojną oficera kawalerii, w czasie wojny żołnierza AK, a po wojnie – jednego z pierwszych "gazdów" z Karpacza, wicedyrektora uzdrowiska, założyciela Biura Obsługi Ruchu Turystycznego i współzałożyciela Pogotowia Górskiego w Karpaczu, delegata Polskiego Związku Narciarskiego. Gen. Taczak, mimo sędziwego wieku, przyjeżdżał do syna do Karpacza na wypoczynek.

Pierwszą powojenną pionierską pracę naukową obejmującą sporą część Sudetów był "Dolny Śląsk" pod red. Kiryła Sosnowskiego i Mieczysława Suchockiego, wydany przez Istytut Zachodni w Poznaniu w 1948 r. Napisanie tej książki poprzedziła ekspedycja naukowa pod kierownictwem profesora Uniwersytetu Poznańskiego dr. Zdzisława Kaczmarczyka (1911-1980). Ekspedycja przebyła samochodami 6000 km (!). Jeszcze dziś zwraca uwagę czytelnika staranna, jak na ówczesne możliwości, szata edytorska, liczne bardzo wyraźne zdjęcia i wiele interesujących rycin. Razem oba tomy liczyły 1004 strony (!). Załączniki stanowiły mapy i plany oraz drzewo genealogiczne Piastów Śląskich.

Mniejszą – wschodnią część Sudetów objął również 2-tomowy "Górny Śląsk", kolejna praca zbiorowa wydana przez Instytut Zachodni w Poznaniu, w tej samej co "Dolny Śląsk" serii "Ziemie Staropolskie" pod red. Zygmunta Wojciechowskiego.

Od 1945 r. Instytut Zachodni wydaje "Przegląd Zachodni". W 1962 r. wydano w Poznaniu "Bibliografię Ziem Zachodnich 1945-1958" autorstwa F. Czarneckiego. Dający się zaobserwować po roku 1960 spadek ilości publikacji wydawanych w Poznaniu poświęconych Sudetom, można wytłumaczyć rozwojem i wzrostem znaczenia wrocławskiego ośrodka naukowego (Uniwersytet Wrocławski, "Ossolineum") oraz ośrodków regionalnych takich jak: Jelenia Góra, Wałbrzych i Kłodzko, a także wydawaniem literatury przewodnikowej związanej z Sudetami przez Wydawnictwo "Sport i Turystyka" w Warszawie, a później także przez Wydawnictwo PTTK "KRAJ" w Warszawie i Krakowie.

W powojennej prasie wielkopolskiej tematyka sudecka gości na łamach: "Głosu Wielkopolskiego" w artykułach red. Leszka Adamczewskiego, bądź w zamieszczanych przedrukach z prasy dolnośląskiej - "Gazety Poznańskiej", "Expressu Poznańskiego" i "Wprost".

Nie sposób pominąć milczeniem twórczości literatów poznańskich, nawiązującej tematycznie do Sudetów. Jednym z pierwszych powojennych zbiorów były poezje Franciszka Fenikowskiego i Leszka Golińskiego - "Odra szumi po polsku", wydane w Poznaniu w 1946 r. W latach późniejszych do tematyki sudeckiej nawiązywali w swoich utworach: Łucja Danielewska, Jerzy Grupiński i Edmund Pietryk.

W sztuce motywy sudeckie pojawiały się m.in. w akwarelach Henryka Derwicha, rozmiłowanego w Kłodzku, znanego w Poznaniu ze swych dowcipnych rysunków i karykatur na łamach "Exspressu Poznańskiego", a także w pracach olejnych ostatniego przedstawiciela zasłużonego wielkopolskiego rodu Mielżyńskich - Karola.

Wielkopolanie z wielkim mozołem odbudowują zabytki w Sudetach m.in. zamek Marianny Orańskiej, projektu wybitnego architekta niemieckiego XIX w. Karla Friedricha Schinkla w Kamieńcu Ząbkowickim. Dzieje się to za sprawą dr Włodzimierza Sobiecha z Poznania, wspomaganego przez sponsora - Polaka zamieszkałego w Anglii. Niestety, lokalna społeczność Kamieńca Ząbkowickiego jakby zazdrościła Sobiechowi i starają się jemu tą odbudowę na wszelkie sposoby utrudnić.

Dzięki inicjacjatywie wspomnianego tu wcześniej dr. Zenona Szymankiewicza zabezpieczono i odrestaurowano zabytkowy duży dwór z XVIII w. w Różance k. Międzylesia, gdzie dziś znajduje się ośrodek wypoczynkowy. Za tą i inne cenne inicjatywy wyróżniony został przez lokalne władze medalem "Za Zasługi dla m. Kłodzka i Ziemi Kłodzkiej".

W całej historii turystyki w Sudetach, znaczącą grupę kuracjuszy, wczasowiczów i turystów górskich - stanowili i stanowią do tej pory Wielkopolanie. Bez nich wiele podsudeckich miejscowości nawet w pełni sezonu świeciłoby pustkami. W gronie przewodników sudeckich i ratowników GOPR-u można też doszukać się Wielkopolan.

Co mamy dzisiaj? Dookoła kryzys w pełni. Wyjazdy w góry dla wielu turystów stały się luksusem. Drży w posadach PTTK, dawno już sprzedano schronisko PTTK "Na Szrenicy", wzorcowy przykład 25-letniego "remontu"... Zagrożony jest los wielu schronisk, nie tylko w Sudetach.

Wielkopolanie dali przykłady działań na rzecz turystyki w Sudetach. Np. w 1989 r. w Poznaniu przy Oddziale PTTK Winogrady-Piątkowo powołano Klub Sudecki PTTK im. Aleksandra Ostrowicza. W 1989 r. Klub Górski z Leszna Wlkp. odremontował wiejską chałupę w Spalonej w Górach Bystrzyckich i urządził w niej stację turystyczną. Podobnie, jak przez wiele lat poprzednich, Akademicki Klub Górski "Halny" PTTK Politechniki Poznańskiej, prowadzi bazę namiotową przy Jaskini Radochowskiej w Górach Złotych w pobliżu Radochowa. W Poznaniu ukazywał się "Kurier Ryfejski" - biuletyn poświęcony Sudetom. Oprócz stojących na dobrym poziomie artykułów o tematyce historycznej, istotne i przydatne pewnemu kręgowi odbiorców tej broszury, były w tamtym okresie, kiedy internet nie był powszechnie dostępny, szczególnie najświeższe wiadomości na temat aktualności turystycznych i nowości krajoznawczych z terenu Sudetów.

Duże zainteresowanie Sudetami od szeregu lat wykazuje Wielkopolski Klub Przodowników Turystyki Górskiej PTTK i inne kluby górskie istniejące w Wielkopolsce, które organizują dla swych członków wycieczki szkoleniowe, coroczne zloty, spotkania i różne imrezy turystyczne na terenie Sudetów oraz otwarte prelekcje poświęcone tymże górom.

Pora już kończyć ten kalejdoskop wielkopolsko - sudeckich związków wzajemnych na przestrzeni dziejów. Temat nie został wcale wyczerpany, a wiele wątków - nie poruszono. Historia udziału Wielkopolan i Wielkopolski w dziejach Sudetów nadal oczekuje pełnego opracowania.

PROSZĘ! - DO RZECZY!- tzn. na temat, a nie znowu o Gurowskim albo przeinaczjąc cudze wypowiedzi.

Zwracasz się do mnie nie nickiem, tylko prawdziwym imieniem Lech, które wybrali mi moi Rodzice. Oczekuję tego samego czyli podpisania się swym prawdziwym imieniem...

Jak zauważysz, poniższy tekst nie jest bynajmniej o Gurowskim. W tekście przytaczam m.in. pisma i przykładową notatkę prasową, której nie jestem autorem, a która ujawnia istotne fakty. A zatem nie masz już argumentu, że coś przeinaczyłem. I co teraz powiesz na temat opisanej tu historii? Tylko proszę nie wmawiaj mi że zadałeś mi pytanie i nie dostałeś odpowiedzi. To ja założyłem ten wątek na temat przekrętów w środowisku związanym z wrocławskim Studenckim Kołem Przewodników Sudeckich, a poniższy tekst jeden z takich przekrętów ujawnia. Oto ta historia:

KTO NIE LUBI OSTROWICZA?

Aleksander Ostrowicz rodem z Wielkopolski, którego imię przyjął Klub Sudecki PTTK z Poznania, był szanowanym lekarzem zdrojowymi i autorem pionierskiego polskiego przewodnika po Lądku, wydanego w 1881 r. w Poznaniu. W przypadającą w 1991 r. 110 rocznicę edycji tego przewodnika, Klub Sudecki wystąpił z inicjatywą upamiętnienia jubileuszu przez umieszczenie stosownej tablicy pamiątkowej w Lądku Zdroju. Długo trwały starania o zgodę lokalnych władz na miejsce jej lokalizacji, a działaniom inicjatorów tego zamysłu towarzyszył wzrost zainteresowania osobą lądeckiego lekarza przez różne środowiska krajoznawców, nie zawsze jemu przychylne, a nawet wrogo nastawione do tej inicjatywy. Środowiska te dały szczególnie znać o sobie w 1992 roku, kiedy w wydawnictwie wrocławskiego Studenckiego Koła Przewodników Sudeckich "Karkonosz", zeszyt 6, zamieszczono artykuł pt.: "O Aleksandrze Ostrowiczu - inaczej". Artykuł ten został napisany niewątpliwie jako reakcja na wiadomość o zamiarze upamiętnienia przez Klub Sudecki swego patrona tablicą pamiątkową w Lądku Zdroju.

W swym artykule autor stwierdził m.in., że wydany w 1881 r. w Poznaniu przewodnik A. Ostrowicza "Landek w Hrabstwie Kłockiem w Szląsku" jest "w większości dosłownie zerżniętym...", zarzucając Ostrowiczowi bezpośrednie tłumaczenie z niemieckiego, a całej jego pracy miernotę. Tymczasem Klub Sudecki od dawna posiadał kompletną dokumentację kserograficzną tego przewodnika, więc na podstawie analizy tekstu można było łatwo sprawdzić, że taki zarzut jest całkowicie bezpodstawny. Autor tego artykułu mógł przecież zwrócić się do Klubu o jej udostępnienie.

Opinii autora przeczą także notatki z ówczesnej polskiej prasy.

W "Kurierze Poznańskim" (nr 134 z 1881 r.) czytamy: "Dziełko to zaś już i dlatego ma pierwszeństwo przed innymi niemieckimi, że jest najnowszym, gdyż dopiero przed kilku dniami opuściło prasę (druk J.I. Kraszewskiego - dr W. Łebiński w Poznaniu), a niemieckie ostatnie wydania drukowane były w r. 1877, tak iż dla zachodzących bez przestanku zmian dziś już są niewystarczające."

Natomiast notatka w "Dzienniku Poznańskim" (nr 176 z 1893 r.) informuje, że Ostrowicz... "tworzy niejako duszę i główne ognisko polskiej kolonii zbierającej się corocznie w śląskim zdrojowisku, a niezwykłą uprzejmościa swoją jedna sobie sympatię wszystkich, którzy go tylko poznali..." Podobnych notatek wyrażających się o Ostrowiczu z uznaniem ukazywało się w tamtym czasie dużo więcej.

Niestety, w "Karkonoszu" znalazły się takie oto kuriozalne komentarze na temat działalności tego polskiego lekarza w Lądku: "Skupiał wokół siebie Polaków przebywających na kuracji. I nic więcej!", "...nie działał zbytnio w szerzeniu polskości i reklamowaniu Lądka wśród Polonii" itd. Zdaniem autora nie reklamował Lądka i okolicznych gór, mimo że - jak sam autor tego pełnego sprzeczności artykułu zauważył - Ostrowicz napisał i wydał własnym sumptem obszerny, ponad 200 stron liczący, przewodnik dla Polaków przybywających do Lądka na wypoczynek i kuracje zdrowotne.

Najbardziej bulwersuje fakt, że autor artykułu posłużył się nim, rozsyłając do lokalnych władz jego wersję roboczą jeszcze przed opublikowaniem w "Karkonoszu", bez powiadomienia wszystkich zainteresowanych stron. Nie było więc możliwości zapoznania z tym tekstem zarówno członków Klubu Sudeckiego z Poznania jak i stosownych władz PTTK. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że celem tych przesyłek było nie dopuszczenie do upamiętnienia dr. Aleksandra Ostrowicza i jego pionierskiego polskiego przewodnika po Lądku.

Autorowi niewątpliwie chodziło o przekonanie środowiska ówczesnych decydentów, że Ostrowicz nie zasługuje na szacunek i pamięć, bo rzekomo nie wyróżniał się niczym szczególnym - ani jako autor przewodnika, ani też wieloletnią pracą lekarską i działalnością na rzecz Polaków w uzdrowisku.

Za sprawą prowadzonych skrycie intryg autora i jego wspólpracowników, lokalne władze Lądka Zdroju i Stronia Śląskiego po kolei odmówiły zgody na lokalizację tam tablicy pamiątkowej. Historia kiedyś surowo oceni ludzi małych duchem za brak szacunku dla patriotyzmu i rzetelnej pracy prekursorów naszej europejskiej obecności w Sudetach już w XIX wieku.

W tym drugim przypadku na dosłownie kilka dni przed zapowiadaną uroczystością w biurze Oddziału PTTK Winogrady-Piątkowo w Poznaniu odebrano telegram ze Stronia Śląskiego o cofnięciu zgody na umieszczenie tablicy i jej uroczyste odsłonięcie. Był już zamówiony autokar, ustalono skład delegacji i rozesłano zaproszenia... Dla Klubu było to ogromne zaskoczenie. W ostatniej chwili przed wyjazdem trzeba było odmówić transport, powiadomić zaproszonych gości o odwołaniu uroczystości, co nie w każdym przypadku było już możliwe itp. Na temat problemów, które spadły na Odział PTTK i Klub w związku z odwołaniem tej imprezy, by można wiele tu napisać...

Długo twały starania o nowe miejsce lokalizacji tablicy, nieco dalej od miejsc, z którymi Ostrowicz był najbardziej związany swoją działalnością. Po uzyskaniu zgody Dyrekcji Muzeum Ziemi Kłodzkiej na umieszczenie tam tablicy, Ciężkowski chyba nadal jeszcze liczył na storpedowanie i tej inicjatywy. Swój tekst w końcu wysłał w marcu 1992 r. do ówczesnego Wojewody Poznańskiego, znanego turysty i krajoznawcy - Włodzimierza Łęckiego, usiłując go przekonać, że inicjatywa Klubu Sudeckiego jest chybiona, a Aleksander Ostrowicz nie zasłużył na wdzięcznośc i pamięć. Ostatecznie tablica ta została jednak umieszczona na uzgodnionym miejscu.



Pismo Wojewody Poznańskiego w sprawie artykułu przesłanego mu przez Wojciecha Ciężkowskiego

Jakby tego było jeszcze mało, w tym samym czasie, kiedy 26 kwietnia 1992 r. odsłaniono tablicę ostrowiczowską w Kłodzku, na łamach kwietniowego wydania wrocławskiego miesięcznika "Na Szlaku" ukazał się paszkwil Wojciecha Ciężkowskiego w postaci zajmującego dwie pełne strony, wydrukowanego drobną czcionką elaboratu o samym już w sobie obraźliwym i wulgarnym tytule: "Paranoja albo ryfejska zaraza czyli kto przegina pałę w miłości do Ostrowicza". O niewybrednych atakach na działaczy poznańskiego Klubu Sudeckiego i publikacjach ośmieszających sylwetkę i dokonania Aleksandra Ostrowicza, informowała nawet prasa. Poniżej wycinek z "Głosu Wielkopolskiego" z informacją o skandalu z "nie chcianą tablicą".



Mimo próśb o zamieszczenie w "Karkonoszu" wyjaśnienia sprawy tekstów Ciężkowskiego, nie ukazało się tam nic więcej, poza lakoniczną notatką o odsłonięciu tablicy pamięci Aleksandra Ostrowicza w pomieszczeniu Muzeum Ziemi Kłodzkiej. Widać wcale nie chodziło tu o "ostrożną ocenę" dokonań Ostrowicza, lecz o coś zupełnie innego. Według autora artykułu "O Aleksandrze Ostrowiczu - inaczej", wszyscy niemieccy lekarze w Lądku, z którymi współpracował Ostrowicz, byli "wybitni", natomiast ten polski lekarz - przeciętnym i niczym nie wyróżniającym się lekarzem uzdrowiskowym. Podobny zresztą stosunek do Polaków, którzy zapisali się w historii Sudetów, cechuje chyba większość działaczy wrocławskiego SKPS.



Tablica pamięci Aleksandra Ostrowicza nad wejściem do biblioteki w Muzeum Ziemi Kłodzkiej

W Lądku i tak znalazła się, umieszczona 2001 roku z inicjatywy ś.p. Zenona Szymankiewicza - członka Klubu Sudeckiego, a ufundowana przez Marszałka Wielkopolski w 120 rocznicę edycji pionierskiego przewodnika po Lądku - nie chciana przez Ciężkowskiego tablica pamięci Wielkopolanina z pochodzenia i Lądczanina z wyboru - dr. med. Aleksandra Ostrowicza.



Umieszczona na Nowym Cmentarzu w Lądku, obok tablicy z marmurową płaskorzeżbą i niemieckimi napisami nad grobem Aleksandra i Klary Ostrowiczów, polska tablica ufundowana przez Marszałka Wielkopolski

Pierwsza, odsłonięta w lutym 1989 roku poświęcona Ostrowiczowi tablica z błędem jest dobrze ukryta przed świadomością odwiedzających Lądek turystów wewnątrz położonego na bocznej uliczce budynku, gdzie mieszczą się biura sanatorium, z dala od głównych ciągów turystycznych uzdrowiska. Dom ten, w którym - jak głosi napis - dr Aleksander Ostrowicz rzekomo pracował i pisał prace o lecznictwie uzdrowiskowym zbudowano dopiero po jego śmierci.



Poświęcona Ostrowczowi tablica z błędem, umieszczona wewnątrz budynku przy Placu Partyzantów w Ladku Zdroju.

Ciekawe dlaczego Ciężkowski w swoim artykule tak dużo napisał o tej części Lądka i o poszczególnych budynkach, a o samej tablicy nawet nie wspomniał? Wydaje się dziś mało prawdopodobne aby o niej wtedy nie wiedział. A może chodziło jemu o ukrycie faktu, że Lądczanie potrafili jednak docenić rolę polskiego lekarza w swoim uzdrowisku, choć zrobili to dość nieudolnie? Bo kto z przyjezdnych do Lądka tak ukrytą wewnątrz budynku tablicę w ogóle dostrzeże i przeczyta? Zapewne autorowi zależało właśnie na tym, aby ta pierwsza tablica nigdy nie doczekała się przeniesienia we właściwe, dobrze widoczne miejsce czy może aby na jakimś godnym tego miejscu w Lądku nie znalazła się druga tablica pamiątkowa poświęcona polskiemu lekarzowi.

Lech
Klub Sudecki Poznań